Za nami najważniejsze chrześcijańskie święta - Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa. Widzieliśmy Jezusa, któremu tłum oddawał królewską cześć podczas wjazdu do Jerozolimy, widzieliśmy go umęczonego i zabitego, oczekiwaliśmy na Jego zmartwychwstanie. I wreszcie objawił się nam jako Ten, który zwyciężył śmierć.

To dobry moment, by zapytać samego siebie - jaki obraz Boga noszę w sobie, kim jest dla mnie Jezus Chrystus?
 
Czy podobnie jak dla tłumów witających Go w Niedzielę Palmową, zafascynowanych cudami rozmnożenia chleba - oczekuję wyłącznie kogoś, kto spełni moje oczekiwania, zapewni mi tu na ziemi szczęście i dobrobyt? A jeśli tego nie otrzymam, podobnie jak tłum przed Piłatem - odrzucę Go - wołając: "Ukrzyżuj!"?
 
A może już Go ukrzyżowałem? Może mój Bóg już umarł? Może nie wierzę, że może coś zmienić w moim życiu? Był "prorokiem potężnym w czynie i słowie" ale zmarł, ukrzyżowany i teraz nic już w moim życiu uczynić nie może. Bo czegoż oczekiwać mogę po kimś, kto od dwóch tysięcy lat spoczywa w grobie, na który zatoczono wielki kamień.
 
A może cały czas czekam, poszukuję, czuwam jak wszyscy czuwaliśmy w Wielką Sobotę. Wczytuję się w historię zbawienia opisaną na kartach Pisma Świętego, ale nie mogę zrobić tego ostatniego kroku - nie potrafię przyjąć, że Bóg umarł i zmartwychwstał dla mnie. Konkretnie dla mnie. Czytam i nie rozumiem, że cała opisana w Piśmie historia Izraela, każde zawarte z Bogiem przymierze dotyczy także mnie.
 
Obyśmy wszyscy odnaleźli radość osobistego spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym. Tę, która towarzyszyła nam w niedzielny poranek, gdy szliśmy za Nim ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Radość wynikającą nie z tego, że nasze życie staje się bezproblemowe ale z tego, że mamy Przyjaciela, który na siebie bierze nasze problemy i pomaga nam w ich rozwiązywaniu. Z tego, że Zmartwychwstały pozostał z nami umacniając nas swoim Ciałem w każdej Eucharystii.
 
To znamienne, że przestraszeni uczniowie uciekający z Jerozolimy do Emaus, całą drogę idą z Jezusem i nie rozpoznają Go. Dopiero po "łamaniu chleba" orientują się, że towarzyszył im Jezus. I po tym spotkaniu, umocnieni, wracają tam skąd uciekali, świadcząc o tym co się wydarzyło.
 
Oby także dla nas każde spotkanie z Jezusem w Eucharystii było takim umocnieniem; byśmy z siłą, z mocą, z entuzjazmem  mogli podjąć nasze codzienne obowiązki - a już samo to stanie się świadectwem Jego mocy i Jego działania.

Tomasz Kaczorowski, nasz parafianin

joomplu:4889

Adoracja w kaplicy

Intencje różańcowe

Wypominki roczne

PIERWSZA KOMUNIA ŚW.

joomplu:4891

Msza za Ojczyznę

MODLITWA W DRODZE

NASZE ZAKONY

Słowo Boże na dziś